Na Naramkach

sie 10 - pon
Poznań, PL
21°C całkowite zachmurzenie

Chcę być radną Kowalskiego i Nowaka

Czasami społecznicy działają tak, że najpierw krzyczą „hura!”, a dopiero później zastanawiają się, jak coś zrobić. Entuzjazm jest mega ważny, ale niezwykle ważny jest też element odpowiedniego wyważenia wszystkiego. A ponieważ zawsze łączyłam w pracy kreatywność z uporządkowaniem, na tym odcinku widzę dla siebie miejsce w radzie – rozmowa z Katarzyną Strzyż-Sobańską, kandydatką do Rady Osiedla Naramowice.

Na Naramkach: Pracujesz zawodowo, angażujesz się społecznie, żyjesz Naramowicami, wychowujesz dziecko, współredagujesz ze strony mieszkańców nasz portal Na Naramkach, przyłączyłaś się do inicjatywy „Wspólne Naramowice”, chcesz działać w radzie osiedla. Wow! Masz – że użyjemy takiego porównania – społeczno-dzielnicowe ADHD?

Katarzyżna Strzyż-Sobańska: Po prostu mam bardzo dużo czasu (śmiech). A tak serio – kiedy w głowie pojawiają się fajne pomysły dotyczące Naramowic, próbuję je realizować dostępnymi środkami. Czy to przez budżet obywatelski, czy przez wpisy na portalu i fanpejdżu Na Naramkach. Jednak to zawsze wyglądało w ten sposób, że ja apelowałam, wnioskowałam o coś, czy namawiałam do czegoś, ale decyzje o uruchomieniu tego czegoś należały do kogoś innego. Mając wsparcie rady osiedla, w której będzie – mam nadzieję – 15 myślących podobnie osób, bardzo wiele z tych rzeczy będzie można zrobić.

Czyli chcesz mieć większy wpływ na rzeczywistość. Nie tylko wymyślać, kreować i podpowiadać, ale realnie zmieniać naszą naramowicką rzeczywistość?

Mieszkam tutaj 15 lat. Widzę, ile udało się zrobić, ale też ile jeszcze jest do zrobienia. Naramowice to w tej chwili 18 tysięcy mieszkańców, a miejsc, w których można się spotkać przyjaciółmi, znajomymi czy sąsiadami, jest naprawdę niewiele. Nie ma centralnego ryneczku, domu kultury, nie ma miejsca łączącego ludzi. Są pojedyncze kawiarenki, tak jak tak, w której rozmawiamy („Po drodze: chleb i kawa” – dop. red.), ale jest ich bardzo niewiele. Na 18-tysięcznym osiedlu nie ma gdzie iść na piwo!

Masz rację, poza pizzerią faktycznie nie ma gdzie. To trochę smutne.

Wyobraź sobie, że jakieś 20-tysięczne miasto nie ma rynku, domu kultury, kawiarni, czy skutecznej komunikacji i dostępnej służby zdrowia. Szokujące, prawda? A my de facto jesteśmy takim miasteczkiem, porównywalnym do Grodziska Wielkopolskiego. Przed nami mnóstwo pracy. Pewne jest, że najbliższe cztery lata będą czasem bardzo intensywnego rozwoju Naramowic – zarówno jeżeli chodzi o komunikację, jak i o rozwój deweloperski oraz inne aspekty.

Skąd pomysł na „Wspólne Naramowice”? Pojawiliście się kilka tygodni przed wyborami, wcześniej nie działaliście pod tym szyldem. Część z Was nie angażowała się – formalnie – w życie osiedla.

Angażowali się wszyscy, ale faktycznie – część z nas raczej po cichu, bez rozgłosu. Praca społeczników często zresztą jest cicha, czasami również mało widoczna. Co do samych „Wspólnych Naramowic”, to wszystkich kandydatów zna radny miejski Paweł Sowa. To on zapraszał kolejne osoby, a zna prawie wszystkich aktywnych społecznie ludzi na Naramowicach. Jest ich zresztą znacznie więcej niż liczą „Wspólne Naramowice”. I tak stworzyliśmy 15-osobową grupę zdecydowanych wystartować w tych wyborach.

Pytanie, czy dla Naramowic byłoby dobrze, gdyby wszystkie miejsca w radzie – bo jest ich przecież właśnie 15 – przypadły grupie bardzo podobnie myślących osób.

Uważnie przyglądam się temu, jak wygląda nasza współpraca. Współpracuje się nam dobrze i bez konfliktów. Ta „piętnastka” jest bardzo obiecująca dla Naramek. Potrafimy wypracować kompromis.

Kiedyś, dobrą dekadę temu, poznańscy społecznicy byli – przynajmniej tak to wyglądało z zewnątrz – jedną, zintegrowaną, zwartą grupą. Od tamtego czasu ta grupa podzieliła się na dwie inne, tamte podzieliły się na kolejne, te jeszcze na kolejne, aż trudno się teraz w tym połapać. Z Wami będzie tak samo?

Nie mamy takich cech. Jesteśmy ludźmi – i to mówię z pełną odpowiedzialnością – kierującymi się w działalności publicznej zasadami kultury oraz w pełni szanującymi odmienne od naszych poglądy. I to mi się bardzo podoba. Nie pytam nikogo o preferencje polityczne, ale widzę, jak różne poglądy w tej grupie się ścierają. To niesamowite, jak bardzo na poziomie lokalnym ta duża polityka może pozostać z boku.

W kampanii wyborczej weszliście na inny, niespotykany dotychczas przy takich wyborach, poziom: plakaty, grafiki, kampanie internetowe. Zresztą nie tylko Wy, bo w innych rejonach miasta również pojawiły się grupy czy kandydaci, którzy przekonują do głosowania na siebie środkami, które znamy raczej z wyborów do rady miasta. Skąd ta zmiana?

To bardzo dobrze, chociaż kampania do rady osiedla jest z założenia inna. Przede wszystkim – ponieważ głosuje się na 15 osób, my jako grupa w ogóle między sobą nie rywalizujemy. Naszą siłą jest współpraca. Myślimy o osobie jako o piętnastce, której siłą są kompetencje poszczególnych osób. Jedni są super w działaniach integracyjnych, inni znają się świetnie na planowaniu przestrzennym, jeszcze inni potrafią o tym fajnie opowiedzieć. Uważam zresztą, że kluczem do funkcjonowania rady przyszłej kadencji jest odpowiednie informowanie o jej działaniu. Częstym grzechem – czy to radnych różnego szczebla, czy urzędników – jest mówienie językiem, którego Kowalski czy Nowak nie zrozumie. O działaniach samorządu trzeba opowiadać w ten sposób, żeby Janusz mógł później opowiedzieć o tym Grażynie, a Grażyna Januszowi.

Nie obrażając oczywiście żadnego Janusza i żadnej Grażyny (śmiech). Wracają do Ciebie: dobre 15 lat doświadczenia w pracy w jednostkach samorządu – urzędach, spółce miejskiej itd. – to duży kapitał? Dodaje Ci to pewności siebie przed rozpoczęciem pracy dla mieszkańców w radzie osiedla?

Zawsze powtarzam, że potrafię połączyć kreatywność – bo w pracy dla samorządu zajmowałam się i zajmuję projektami głównie od strony kreatywnej – z uporządkowaniem, wykonywaniem konkretnych zadań administracyjnych. To 15-letnie doświadczenie w pracy dla jednostek samorządu jest o tyle ważne, że ja naprawdę orientuję się, gdzie, z kim i jak coś załatwić, rozmawiać itd.

W kampanii ta wiedza i relacje były przydatne?

Na przykład przy sprzątaniu dzielnicy mogliśmy sprawnie i efektywnie zadziałać m.in. dlatego, że odezwaliśmy się bezpośrednio do osób, które dobrze nas poinformowały i dobrze nami pokierowały. Czasami społecznicy działają tak, że najpierw krzyczą „hura!”, a dopiero później zastanawiają się, jak coś zrobić. Entuzjazm jest mega ważny – pewnie najważniejszy – ale niezwykle ważny jest też element wyważenia wszystkiego. Żeby te działania były zgodne z przepisami, zasadami itd. Słowem: żeby tworzyło to, jak to się teraz modnie mówi, dobre praktyki.

Z czego będziemy mogli Cię rozliczać za cztery lata, jeżeli mieszkańcy Naramowic obdarzą Cię w niedzielę zaufaniem i zdobędziesz mandat w naszej radzie osiedla?

Przede wszystkim mogę zapewnić, że jeżeli będę odpowiedzialna za komunikację rady, za informowanie mieszkańców o jej pracach – a tym m.in. chciałabym się zajmować – to będę dbała o to, żeby mieszkańcy zawsze mogli się swobodnie wypowiedzieć. Nie chodzi nam o to, żeby budować wizerunek rady nieomylnej, jedynej słusznej, władającej Naramowicami. Naramowice są wspólne, dlatego tak nazwaliśmy nasz komitet. Nie nazwaliśmy Naramowic „naszymi”, bo one nie są nasze. Są właśnie wspólne.

[M.]